Jestem człowiekiem- Józef Mrowiński

Jestem człowiekiem – Wywiad z Józefem Mrowińskim w dniu 16.03.2016.

Obecnie Józef Mrowiński, pionier Fabryki Pługów w Barlinku, zasłużony pracownik i wieloletni Przewodniczący Rady Zakładowej Związku Zawodowego Metalowców, ma 88 lat. Po powrocie z zesłania na Syberię, związał swoje życie z Barlinkiem. Tutaj założył rodzinę i wychował dzieci. W mieście tym spędził tu już prawie 70 lat. O swoich przeżyciach na zesłaniu, a także pracy w ZUO „Bomet”, napisał i opublikował bezcenne wspomnienia. Pomimo wielu chorób, w tym aż czterech poważnych operacji, pozostał pogodnym człowiekiem, który nadal rozwija swoje pasje. Nie może już malować, z uwagi na problemy ze wzrokiem, więc wykorzystuje zmysł słuchu i przepięknie gra na organkach. Serdecznie dziękuję Panu, Panie Józefie za nieoczekiwany, ale wspaniały koncert, który sprawił mi ogromną radość i zaczarował resztę ponurego marcowego dnia. Długo pozostaną mi w pamięci dźwięki zapomnianej już „Bonanzy”.
Mrowiński1
Józef Mrowiński rozpoczął naukę zawodu w Fabryce Pługów w Barlinku w 1947 roku. Miał wówczas 19 lat. Jest jednym z nielicznych już świadków rozprawy pokazowej, która miała miejsce w Zakładzie w dniu 08.04.1949 roku. Był wówczas uczniem Szkoły Zawodowej w Barlinku, a w Fabryce Pługów odbywał staż zawodowy. Wspaniałej pamięci Pana Józefa zawdzięczamy odpowiedzi na pytania związane z przebiegiem rozprawy o sabotaż gospodarczy w Fabryce Pługów w Barlinku.
„W Fabryce Pługów w Barlinku pojawiłem się w 1947 roku. W samej Odlewni pracowałem tylko kilkanaście dni. W zakładzie odbywałem praktykę zawodową ucząc się w szkole zawodowej w Barlinku. W Odlewni był też mój brat Tadek, to ja go ściągnąłem do Fabryki Pługów. Przyszedł razem z Edwardem Groszewskim, obaj po Szkole Podstawowej byli pracownikami młodocianymi. Tadek został wysłany na kurs odlewniczy w Elblągu. Gdy wrócił z kursu, akurat było robione zdjęcie pracowników Fabryki Pługów na skarpie w Zakładzie. Tadek jest na nim w białej koszuli, podczas gdy reszta pracowników odlewni, jest w ubraniach roboczych. Zaraz po kursie Tadek został wzięty do wojska. Po powrocie z wojska, nie pracował już w Odlewni. Przy zalewie noszono wówczas odzież ochronną z azbestu, fartuchy, rękawice. Odzież ta była przyczyną poważnych chorób wśród pracowników. Dowiedziałem się, że to jest szkodliwe i poradziłem mu zmianę pracy. Brat poszedł do pracy w cukierni, najpierw pracował w Myśliborzu, potem w Chojnie i w Gryficach. Gdy skończyłem w 1949 roku szkołę, też zostałem powołany do wojska. Ale w kwietniu 1949 roku byłem jeszcze w Zakładzie.

Rozmieszczenie osób na hali w dniu rozprawy 08.04.1949 r.
Rozmieszczenie osób na hali w dniu rozprawy 08.04.1949 r.

Rozprawa odbyła się w hali, znajdującej się po prawej stronie od portierni, był to niski duży budynek. Zebrano wszystkich pracowników Zakładu, było ich wówczas około 50. Przy ścianie przy wejściu znajdowała się ława, a przed ławą stół o długości ok. 2 m, pokryty zielonym suknem. Za stołem siedzieli od lewej : ławnik, sędzia przewodniczący, następny ławnik i sekretarz, a z boku stołu- prokurator. Sędzia i prokurator byli w mundurach wojskowych. Również przy ścianie była ława oskarżonych, na której siedzieli: Koszke, Lemke i Koźma. Byli oni w ubraniach cywilnych, nie byli skuci. Obrońcy nie pamiętam, on nic nie mówił. Była tam też milicja, która doprowadziła oskarżonych na rozprawę; milicjanci mieli broń krótką.
Za stołem było lekkie ogrodzenie, a za nim ława, na której siedzieli członkowie rodziny oskarżonych. Dalej stały maszyny, bo tam była narzędziownia. Przy tych maszynach stali pracownicy Zakładu.
Odczytano, że to zbrodniarze, a była to tylko reklamacja, bo był transport pługów jednoskibowych do Rumunii i wszystkie rączki zostały zareklamowane, a prawdopodobnie zostały uszkodzone podczas transportu. Wszyscy wiedzieli, że rączki były dobre. Strasznie na nich gadano, prokurator oskarżał ich o zbrodnię przeciwko państwu.
Patrzałem na nich i wiedziałem, że będzie źle, bo znałem już UB. Byłem bowiem już ciągany przez UB za to, co opowiadałem o przeżyciach na Syberii. Świadków oskarżenia nie pamiętam. Wiedziałem, ze to się dobrze nie skończy, czułem się źle. Widziałem przecież to już w Rosji, jak sobie zaplanowali, to robili. Kto doniósł do UB, nie wiem. Nie pamiętam też, czy na hali podczas rozprawy był jakiś dyrektor Zakładu. Inżynier Koźma był przecież dyrektorem Zakładu. Nie pamiętam, by na rozprawie był jakikolwiek inny dyrektor. Nie pamiętam Popke, ani Webera. Nie pamiętam, kto był wówczas kierownikiem Zakładu.
Byłem wówczas robotnikiem, pracowałem na strugarce. Staliśmy przy maszynach przez kilka godzin. Rozprawa była dwuczęściowa. Trwała kilka godzin, potem puszczono nas do domu, ale powiedziano, że odczytanie wyroku nastąpi w magistracie w dniu następnym. Jak niektórzy chcieli, to poszli do magistratu na odczytanie wyroku.
Inżyniera Koźmę pamiętam doskonale, to był bardzo dobry dyrektor, szlachetnie odnosił się do młodzieży, jak byłem chory, a on zobaczył, że coś ze mną jest źle, to kazał przyjść do siebie, do góry do biura w budynku administracyjnym na piętrze i dał mi słoik soku z kiszonej kapusty, bym się leczył. Dyrektor zainteresował się, co mi jest, bo z początku nie było lekarza.
W 1949 roku poszedłem do wojska i byłem w nim do 1952 roku, ponad trzy lata. Miałem być dwa lata, ale rozpoczęła się wojna koreańska i przedłużyli służbę wojskową. Po powrocie z wojska, kontynuowałem pracę w Zakładzie.”

Na pytania o wspomnienia o innych dyrektorach Zakładu, Józef Mrowiński przypomina sobie tylko Dyrektora Edwarda Czajkę, Witalisa Michajłowa oraz Bronisława Bagińskiego.
Był kabaret w Barlinku, a w nim skecz o Dyrektorze Czajce: Był dyrektor do te
j pory, który zmienił żonę pewnej pory, a zwał się on Edward Czajka”.
„Pamiętam też Witalisa Michajłowa. Był z zewnątrz, potem poszedł do Zjednoczenia. Pamiętam, że chciałem podwyżki, ale bezskutecznie. To dajcie mnie do najgorszej roboty, poprosiłem – dali mnie na kuźnię do gięcia kauszy – zgodziłem się, zrobiłem przyrząd do gięcia i robiłem tych kausz bardzo dużo. Ten Michajłow zauważył, co robię i przeniósł mnie do opracowania Norm Technicznie Uzasadnionych. Nasz zakład jako drugi w województwie wprowadził normy technicznie uzasadnione. Robiłem normy, miałem dokumentacje na każdy statek, na każdą jednostkę. W trakcie pracy kończyłem kurs konstruktora na Politechnice w Warszawie. Początkowo miały to być studia licencjackie, ale potem przekształcili je w kurs i skończyło się bez tytułu inżyniera. Wielu zrezygnowało z tego powodu z tego kursu, ale żona mi poradziła, jak coś zacząłeś, to należy skończyć, więc skończyłem ten kurs.”

Odnośnie nagrody, którą Józef Mrowiński otrzymał w 1958 roku, Józef Mrowiński wspomina: ”Kiedyś nagrody były skromne, dostawano np. garnki. Nie chciałem motocykla dla siebie, tylko dla Tadzika, żeby go miał, jak wróci z wojska. Było święto na Sali Leśnika w Barlinka, przy ul. Gorzowskiej. Dostałem motocykl z bakiem wypełnionym benzyną. Każdy, kto otrzymał motocykl, brał go i odjeżdżał sam do domu, a ja nie umiałem jeździć. Więc jak zacząłem od trojki, to i skończyłem na trojce. Podjechałem pod dom, ale nie wiedziałem, jak się zatrzymać. Motocykl dostał mój brat Tadzik. A ja nawet jak miałem prawo jazdy i jechałem po trawę dla królików, to gdy motocykl się zatrzymał, to nie wiedziałem, że brakuje paliwa. Taki był ze mnie kierowca.”

„To było w 1957 roku. Jeszcze przed Bagińskim przyjechała taksówka ze Szczecina z Komitetu Wojewódzkiego do Zakładu i wzięli mnie do Myśliborza do Komitetu Partyjnego na rozmowę. Zaproponowano mi kilkumiesięczny kurs, a po nim przejęcie obowiązków dyrektora w Zakładzie. Odpowiedziałem odmownie, bo jestem prostym ślusarzem i nie będę rządził kolegami. Podziękowałem, zaprosiłem ich na obiad w Myśliborzu, no i wróciłem do Zakładu. A Alfred Pluszczyk mi gratuluje z okazji nominacji na Dyrektora. Ale ja tego nie przyjąłem.
Jestem człowiekiem. Miałem liczne operacje, najpierw wrzód w mózgu, zrobili trepanację czaszki jeszcze przed wojną w Wilnie, do tej pory mam dziurę w głowie. Druga operacja była w 1946 roku, na przedwiośniu pasłem krowy, w stogach rozrzucałem siano i odmroziłem sobie nogę. Pomimo, że mama mnie rozgrzewała, nic nie pomogło, wdała się gangrena i miałem operacje w szpitalu. Lekarz robił codziennie skrobankę nogi, ale nie było dobrze. Lekarz powiedział w końcu, że musi być amputacja do kolana. Chciałem się skontaktować z mamą, a mama pozostawiła mi decyzję. Wtedy były w szpitalu siostry zakonne. Pewnego dnia przynosi mi siostra paczuszkę z penicyliną. Dawały mi siostry zastrzyki z penicyliny i wyzdrowiałem dzięki temu. Nie wiedziałem komu dziękować i nadal nie wiem. Potem serce, następnie wylew, wyleczyli, ale wylewy spowodowały znaczną utratę wzroku. Wcześniej malowałem, a teraz prawie nic nie widzę. Ale za to nauczyłem się grać.”

Kolekcja odznaczeń Józefa Mrowińskiego i jego ojca.
Kolekcja odznaczeń Józefa Mrowińskiego i jego ojca.

Podsumowanie:
1. Z akt IPN 4096/III z protokołu rozprawy wynikało, ze wyrok został wydany i odczytany oskarżonym o godz. 01.00 w dniu 09.04.1949 roku, a rozprawa trwała do godz. 24.00 w dniu 08.04.1949 roku. Bezpośredni świadek rozprawy stwierdził, że rozprawa trwała krócej, bo tylko kilka godzin, a nie kilkanaście, jak podano w protokole.
2. Odczytanie wyroku nastąpiło w magistracie w trakcie następnego dnia. Otwarte pozostaje pytanie, czy wyrok odczytano dwukrotnie, tj. oskarżonym w Zakładzie o godz. 01.00 i następnie ponownie w magistracie? Czy też odczytanie wyroku w magistracie odbyło się już bez obecności skazanych?
3. W dalszym ciągu nie wiadomo, kto zarządzał Zakładem w trakcie rozprawy pokazowej.
4. Wszyscy świadkowie tego okresu potwierdzają, że powodem reklamacji były popsute rączki pługów wysłanych do Rumunii. W aktach postępowania sądowego ta wersja wydarzeń, nie znajduje potwierdzenia.
5. Hala, w której odbyła się rozprawa pokazowa, to dawna narzędziownia Fabryki Pługów w Barlinku.
6. Józef Mrowiński jest człowiekiem niezwykle ciepłym, serdecznym, z dużym poczuciem humoru i w dalszym ciągu posiada charyzmę, wyjaśniającą jego dużą popularność wśród pracowników Zakładu.

Załączniki:
1. Hala, w której odbyła się rozprawa pokazowa w Fabryce Pługów w Barlinku 08.04.1949 r.
2. Szkic wnętra hali, w ktorej odbyła się w 1949 roku rozprawa pokazowa w Fabryce Pługów w Barlinku.

Wywiad przeprowadzili: Ewa Dzierbunowicz i Stanisław Rewers.
Opracowanie: Ewa Dzierbunowicz